Święty od powrotów

Święty Gerard spowiedź

Święty Gerard Majella kojarzony jest dziś przede wszystkim jako orędownik matek, dzieci, małżeństw starających się o potomstwo i dobrego życia rodzinnego. W jego życiu był jednak jeszcze jeden niezwykle ważny, jeżeli nie najważniejszy, wymiar – troska o ludzką duszę. Gerard miał szczególny dar rozpoznawania tego, co działo się w ludzkim sumieniu. Dzięki temu potrafił dotrzeć do osób, które przez lata ukrywały grzechy lub obawiały się spowiedzi. Opowieści o jego spotkaniach z grzesznikami mogą zadziwiać, a niekiedy nawet przerażać. Gerard miał bowiem rozpoznawać rzeczy, których po ludzku nie mógł wiedzieć. Jednak za tymi niezwykłymi wydarzeniami kryje się coś ważniejszego: niezwykła troska o człowieka i pragnienie, aby każdy doświadczył pojednania z Bogiem.

Kiedy człowiek traci nadzieję

Jedna z historii z życia świętego wydarzyła się podczas rekolekcji w Deliceto. Przybył na nie człowiek obciążony ciężkimi grzechami, ale pragnący się poprawić. Mężczyzna zaczął przypominać sobie swoje winy i doszedł do przekonania, że dla tak wielkiego grzesznika nie ma już przebaczenia. Zapragnął on przerwać rekolekcje i wrócić do domu.

Gerard dostrzegł jego wewnętrzną walkę. Podszedł do niego i stanowczo powiedział, aby odrzucił „piekielną nieufność”, bo Bóg i Maryja przyjdą mu z pomocą. Te słowa wystarczyły, aby ten mężczyzna nie poddał się rozpaczy.

To jeden z ważnych rysów posługi Gerarda. Nie prowadził ludzi do Boga przez przekonanie, że są beznadziejni, ale przez przypomnienie, że Boże miłosierdzie jest większe niż ich grzech. Rozpoznawał zło, ale jego celem nigdy nie było potępienie człowieka.

Święty, który „czytał” ludzkie sumienia

W materiałach dotyczących życia Gerarda powtarza się motyw jego niezwykłej wiedzy o ludzkich sumieniach. Pewnej kobiecie, która od dawna ukrywała podczas spowiedzi grzech popełniony wiele lat wcześniej, pomógł zrozumieć, że potrzebuje szczerej spowiedzi generalnej. Podobnie było z notariuszem z Muro, który przez lata nosił w sobie tajemnicę zabójstwa. Gerard miał powiedzieć mu wprost o zbrodni, o której – jak sądził mężczyzna – wiedział tylko on i Bóg. Notariusz poszedł następnie do spowiedzi i odzyskał pokój sumienia.

Jeszcze inna historia dotyczy kobiety, która przez lata prowadziła życie dalekie od Boga, a jednocześnie zachowywała pozory pobożności. Gerard ukazał jej prawdę o jej postępowaniu. Wreszcie zdobyła się na szczerą spowiedź i – według przekazu – pozostała wierna pokucie aż do śmierci.

O. Bernard Łubieński w żywocie świętego wspomina jeszcze historię człowieka, który po raz pierwszy nawrócił się podczas rekolekcji, ale po pewnym czasie wrócił do dawnego grzechu. Rok później ponownie przyjechał do Deliceto. Gerard, widząc jego stan, przypomniał mu o konsekwencjach jego wyborów i skierował jego uwagę na ukrzyżowanego Chrystusa. Wstrząśnięty mężczyzna po raz kolejny poszedł do spowiedzi. Tym razem jednak zmiana okazała się trwała – pozostał wierny Bogu aż do śmierci.

To właśnie tutaj najlepiej widać sens niezwykłego daru przypisywanego Gerardowi. Nie chodziło o to, żeby zadziwiać ludzi. Chodziło o to, żeby pomóc im przestać uciekać przed prawdą.

Od strachu do pokoju

Gerard pomagał jednak nie tylko tym, którzy ukrywali grzechy. Potrafił również uspokajać tych, którzy po spowiedzi zaczynali wątpić, czy została ona odprawiona dobrze.

Tak było w przypadku młodej Gertrudy. Gerard miał rozpoznać, że podczas spowiedzi nie wyznała pewnego grzechu, i polecił jej wrócić do konfesjonału oraz odprawić spowiedź generalną. Dziewczyna zrobiła to. Później jednak zaczęła dręczyć ją druga pokusa – lęk, że być może nadal czegoś nie wyznała albo zrobiła to niewłaściwie. Gerard ponownie ją uspokoił, mówiąc, że jej spowiedź generalna była dokładna i podobała się Bogu. Dzięki temu odzyskała pokój duszy.

To bardzo współczesna historia. Człowiek może bowiem uciekać od Boga nie tylko dlatego, że lekceważy grzech. Czasem oddala się od Niego również dlatego, że nie potrafi uwierzyć w przebaczenie. Gerard prowadził więc zarówno tych, którzy bali się przyznać do grzechu, jak i tych, którzy po wyznaniu win nie potrafili przyjąć Bożego pokoju.

„Gerard mnie tu przysłał”

Niezwykłe historie związane ze św. Gerardem nie kończą się na XVIII wieku. W materiale pojawiają się również świadectwa jego kultu z późniejszych lat.

Podczas misji w Irlandii pewna kobieta po raz kolejny przystąpiła do spowiedzi, choć wcześniej przez lata żyła w świętokradztwie. Kiedy usłyszała, że św. Gerard pomaga ludziom dobrze się wyspowiadać, zaczęła się do niego modlić. Wkrótce poczuła tak silny niepokój sumienia, że wróciła do spowiednika i szczerze wyznała wszystko. Sama powiedziała później: „Gdyby nie św. Gerard, byłabym się źle spowiadała do końca życia”.

Jeszcze bardziej przejmujące świadectwo pochodzi z Belgii z 1897 roku. Siedemdziesięcioletnia kobieta przystąpiła do spowiedzi po 59 latach życia z dala od sakramentów. Powiedziała kapłanowi, że to właśnie św. Gerard przyprowadził ją do konfesjonału. Po spowiedzi nie kryła wzruszenia. Mówiła, że dopiero teraz będzie mogła godnie przystąpić do Komunii Świętej.

Święty od powrotów

W tych wszystkich historiach powtarza się jeden motyw: powrót.

Powrót człowieka, który przez lata nie chodził do kościoła. Powrót tego, który bał się wyznać prawdę. Powrót osoby uwikłanej w grzech. Powrót człowieka, który po pierwszym nawróceniu znowu upadł. Powrót tego, kto myślał, że dla niego nie ma już przebaczenia.

Gerard nie zatrzymywał ludzi na sobie. Nie chciał, żeby podziwiali jego niezwykłe zdolności. Prowadził ich dalej – do konfesjonału, do skruchy, do Eucharystii, do nowego życia. Dlatego cuda związane z jego posługą przy spowiedzi warto odczytywać przede wszystkim jako cuda Bożego miłosierdzia. Gerard był narzędziem. Jego zadaniem było odnaleźć człowieka zagubionego, nazwać prawdę, czasem potrząsnąć sumieniem, a następnie wskazać drogę powrotu.

Może właśnie dlatego jego przesłanie pozostaje aktualne. Każdy człowiek może mieć coś, co ukrywa. Coś, czego się wstydzi. Coś, co wydaje mu się zbyt wielkie, aby mogło zostać przebaczone. Może też być ktoś, kto od dawna nie wierzy, że jeszcze potrafi zacząć od nowa.

Historia św. Gerarda przypomina, że droga do Boga może zaczynać się właśnie tam, gdzie człowiek zdobywa się na szczerość.

Przy konfesjonale.

I może dlatego warto dziś powierzyć się świętemu Gerardowi: Święty Gerardzie, patronie dobrej spowiedzi, prowadź nas do Boga. Pomóż nam stanąć w prawdzie, zaufać Bożemu miłosierdziu i mieć odwagę rozpocząć życie na nowo.

Przewijanie do góry