Uświęcająca praca
Życie św. Gerarda Majelli jest dowodem na to, że świętość rodzi się nie tylko w chwilach modlitwy, ale również w codziennym trudzie. W zakonie redemptorystów pełnił posługę brata zakonnego, wykonując proste prace na rzecz wspólnoty. To właśnie w ogrodzie, piekarni, stajni czy zakrystii uczył się miłości do Boga i ludzi, pozostawiając przykład pracowitości, pokory i bezinteresownej służby.
Praca nie była jedynie sposobem na utrzymanie klasztoru. Stanowiła ważny element życia zakonnego i drogę do zjednoczenia z Bogiem. W Żywocie św. Gerarda o. Bernarda Łubieńskiego czytamy: „Uświęcenie się braci w klasztorze nie polega jedynie na modlitwach i rozmyślaniach, lecz zależy, a nawet głównie zależy od pracy.” Autor podkreśla również, że „życie czynne musi się połączyć z kontemplacją”.
„Uświęcenie się braci w klasztorze nie polega jedynie na modlitwach i rozmyślaniach, lecz zależy, a nawet głównie zależy od pracy.”
Gerard doskonale rozumiał tę zasadę. Na początku nowicjatu został skierowany do pracy w klasztornym ogrodzie. Nie znał się na ogrodnictwie, a zajęcie wymagało dużego wysiłku fizycznego. Nigdy jednak nie narzekał. Przeciwnie – wykonywał swoje obowiązki z wielkim zapałem, kierując się prostą zasadąChcę wszystko wycierpieć, bylebym się stał świętym.” Z czasem pracował równie wydajnie jak bardziej doświadczeni współbracia, a często nawet ich przewyższał.
Najbardziej charakterystyczną cechą Gerarda była gotowość do pomagania innym. Kiedy kończył własne zadania, natychmiast szukał kolejnych. Podczas pracy w ogrodzie prosił starszego współbrata, aby pozwolił mu dokończyć także jego część pracy. Mówił wtedy: „pozwól mi dokończyć.” Nie szukał uznania ani pochwał. Po prostu uważał, że skoro ma siły, powinien wykorzystać je dla dobra wspólnoty.
„Gdzie praca była najbardziej przykra lub ciężka, tam Gerard spieszył z ochotą. Czyścić stajnie, wynosić nawóz; to było dlań najbardziej pożądanym.”
Podobnie zachowywał się przy wszystkich innych obowiązkach. Jeśli akurat nie miał przydzielonej pracy, sam znajdował sobie zajęcie. Naprawiał mury klasztorne, przygotowywał materiały budowlane, pomagał przy wypieku chleba i wspierał braci w codziennych obowiązkach. Co ciekawe, nie wybierał łatwiejszych prac. Wręcz przeciwnie. Biograf zapisuje: „Gdzie praca była najbardziej przykra lub ciężka, tam Gerard spieszył z ochotą. Czyścić stajnie, wynosić nawóz; to było dlań najbardziej pożądanym.”
Nie była to jednak pracowitość wynikająca z zamiłowania do aktywności. Gerard traktował pracę jako formę modlitwy. Potrafił zachować głęboką więź z Bogiem nawet podczas najbardziej wymagających zajęć. O. Łubieński podkreśla, że „życie czynne i pracowite nie przeszkadzało mu [Gerardowi] w modlitwie”, a „wszystko obracał w modlitwę, utrzymując serce w obecności Bożej, nawet wśród rozpraszających zajęć”. W ciągu dnia ciężko pracował, natomiast noce często spędzał na adoracji Najświętszego Sakramentu.
Posłuszeństwo
Drugim filarem jego życia zakonnego było posłuszeństwo. Gerard był przekonany, że wola Boża wyraża się przede wszystkim przez regułę zakonną i decyzje przełożonych. Często modlił się słowami: „Panie, jedynie Twoją wolę pragnę wykonać” oraz „Wola Boska, wola Boska! O, jakże szczęśliwy ten, który nie umie pragnąć nic innego prócz woli Pana Boga.” Dlatego każde nowe zadanie przyjmował z taką samą gotowością i zaangażowaniem.
Jego postawa nie pozostała niezauważona. Pewnego dnia mistrz nowicjatu, ojciec Cafaro, zobaczył z okna, jak Gerard pracuje z większym poświęceniem niż pozostali bracia. Widząc jego wysiłek, zwolnił go z pracy w ogrodzie i powierzył mu funkcję zakrystiana. Gerard również to zadanie wykonywał z niezwykłą dokładnością. Z wielkim szacunkiem dbał o kościół, paramenty liturgiczne i wszystko, co służyło sprawowaniu liturgii. Po wielu latach wspominano, że trudno było znaleźć zakrystiana równie sumiennego jak on.
Posługa zakrystiana jeszcze bardziej zbliżyła go do Chrystusa obecnego w Eucharystii. Każdą wolną chwilę spędzał na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Zdarzało się, że podczas adoracji doświadczał głębokich przeżyć mistycznych. Jednak nawet wtedy obowiązki pozostawały dla niego ważniejsze od własnych duchowych pocieszeń. W jednym z opisów czytamy, że podczas modlitwy zawołał do Jezusa: „Puść mnie, bo mam zajęcie!” To niezwykłe zdanie pokazuje, że prawdziwa miłość do Boga wyraża się nie tylko w modlitwie, ale także w wiernym wykonywaniu powierzonych obowiązków.
Historia św. Gerarda pozostaje niezwykle aktualna. W świecie, który często mierzy wartość człowieka spektakularnymi osiągnięciami, on przypomina, że świętość dojrzewa przede wszystkim w codzienności. Sumienna praca, gotowość do pomocy, pokora i wierność obowiązkom mogą prowadzić do Boga równie skutecznie jak wielkie dzieła apostolskie. Św. Gerard Majella udowodnił, że ogród, piekarnia, stajnia czy zakrystia mogą stać się miejscem spotkania z Bogiem. Każdy obowiązek wykonywał z miłości, dlatego nawet najprostsza praca stawała się modlitwą. To właśnie w zwyczajnym życiu, pełnym cichej służby i ofiarności, dojrzewała jego niezwykła świętość.

